Już po powrocie zacząłem się interesować wycieczkami organizowanymi w ten sposób że motocykle jadą sobie a kierownicy lecą sobie i całe towarzystwo spotyka się na miejscu. Chociaż nie umiem tego nazwać wyprawą to mimo wszystko jest w tym sposobie, spory zapas przygody a przede wszystkim oszczędność czasu. Nie lubię rozstawać się z rodziną na dłużej (moja córcia do tej pory niezbyt miło wspomina mój poprzedni wyjazd). Wtedy jeszcze Neno nie organizował takich wycieczek ale już mu to chyba chodziło po głowie. Miałem zamiar jechać z kimś innym ale w międzyczasie pojawiło się wiele innych ważniejszych spraw. Jak już ostatecznie zdecydowałem że będę Maroko poprawiał to Ernest zaczął organizować wyjazdy z całkiem niezłym skutkiem i tak jakoś wyszło że znowu razem pojeździmy. Będzie ciekawie i jedno jest pewne, tym razem też wracamy oddzielnie
W planie jest głównie offroad ale co z tego wyniknie, nie wiadomo. Właściwie to jak zwykle nie wiem gdzie ja tam mam dokładnie pojechać, ma być na luzie i na dziko. Marzy mi się namiot odludzie i piękne widoki. Jak wyjdzie... czas pokaże.
Do wyjazdu zostało 13 dni. Tylko i aż 13 dni ale motocykl, bagaż i cały sprzęt biwakowy musi być gotowy najpóźniej za 4 dni.
Przygotowanie motocykla idzie mi fatalnie. Wydawało mi się że zmienię przed wyjazdem tylko opony i będzie dobrze. Nagle wszystko zaczęło się psuć, z niewiadomych przyczyn uszczelniacz nagle wystrzelił olejem, podczas wymiany łamie się szyba w owiewce a felga przy zmianie opon okazała się mocno pęknięta... Olej ma 3 tyś przebiegu, ale przecież warto by było przed wyjazdem wymienić itp...
Na domiar złego niefortunnie stawiając motocykl w garażu przewróciłem go i oparł się o ścianę...niestety tylną lampą, która pękła razem z całym mocowaniem.
Wymyśliłem sobie że na ten wyjazd zrobię kufry aluminiowe. Może nie do końca z potrzeby zaoszczędzenia pieniędzy ale dlatego żeby mieć tą satysfakcję zrobienia czegoś od podstaw i przetestowania w boju. Zawsze lubiłem coś zmajstrować przy motocyklu. Niestety w wyniku tych wszystkich nieprzewidzianych prac, budowa kufrów ma straszne opóźnienia. Do tego stopnia że nie wiem czy w ogóle wyrobię się z ich wykończeniem a już na pewno nie wyrobię się z przetestowaniem w terenie. Próbuję zamówić jakiś inny nośnik bagażu ale do tej chwili nie mam pewności czy to się uda. Na pewno nie będzie czasu na próbne pakowanie moto,
Nie wiem czy walczyć z kuframi czy liczyć na to że rogal dojdzie. Jeśli nie zrobię tych kufrów to będzie taka moja mała porażka.

Do tego wszystkiego muszę za te 4 dni być w 90% spakowany. Na tą chwilę wiem że mam połowę potrzebnych rzeczy. Resztę muszę dokupić. W pracy oczywiście akurat w tym terminie mam mega ważne odprawy, apele, szkolenia itp. a obecność oczywiście obowiązkowa, jak na złość.
Może kiedyś po prostu nie brałem do bani, wsiadałem na motocykl i jechałem przed siebie a teraz szukam dziury w całym.
Zacząłem marudnie, ale mam nadzieję że wyjazd będzie zupełnie inny.
C.D.N.










