Start ze świateł, standardowo - jedynka do samego końca, mocno odkręcona dwójka, czuć, że przednie koło było w 80-90% odciążone i w momencie gdy odpuściłem manetkę by zapiąć trójkę (Zegar wskazywał minimum 80km/h), przednie koło IDEALNIE trafiło na dziurę... a raczej krater w asfalcie, odbiło się i gdy ponownie przód został dociążony, zaczął się Rollercoaster. "Tank Slapping" pełną gębą zakończone efektownym zrzuceniem z moto i ok. 15metrowym przejazdem motocykla (na szczęście po mojej stronie jezdni i bez napotkania krawężnika) Tak mocnego Shimmy, nigdy nie poczułem, wydało mi się od razu nie do uratowania (mogłem spróbować dodać gazu by odciążyć przód, ale mądy Polak po szkodzie)
Szkody w ludziach nie było - jedynie naciągnięte mięśnie karku, gdyż ratowałem bańkę od uderzenia w asfalt. Szkody materialne - "lansersko" przytarte kombi, otarty Handbar, który spełnił swoją rolę idealnie, przytarte crashpady + wygięta ośka przednich crashpadów, otarta osłona tłumika, złamany podnóżek pasażera, uszkodzony czujnik stopki.
W tym momencie kieruje pytanie do Was. Czy często łapiecie Shimmy podczas ostrej, agresywnej jazdy? Czy to właśnie te warunki, które wymieniłem aż tak bardzo podniosło ryzyko złapania Shimmy (starawe opony + niska temp)? Jeździłem już w gorszych warunkach, cięższymi i mocniejszymi motocyklami, ale nigdy coś takiego mnie nie spotkało.
PS: Odpowiedź jest mi już pewnie znana "Gdyby kózka nie skakała... to by podnóżka nie złamała..."
Na szczęście skutki gleby przy takiej prędkości nie były duże:


